Strona główna » Gaz ziemny podstawowym paliwem dwudziestego pierwszego wieku
Ceny gazu ziemnego

Gaz ziemny podstawowym paliwem dwudziestego pierwszego wieku

Znaczenie gazu ziemnego w światowej gospodarce rośnie i wybiega poza energetykę. Kontrola nad gazem to również klucz do produkcji nawozów i żywności. Dziś można potwierdzić globalny boom na gaz – kto potrafi i posiada możliwości, poszukuje jego złóż. Tak jak w przypadku innych surowców  na naszej planecie występują miejsca gdzie gazu nie ma i te, gdzie jest go w nadmairze.

Najwięksi dostawcy usług poszukiwawczych zacierają ręce i zarabiają póki można . Zysk amerykańskiego koncernu Halliburton wyniósł już w tym roku 744 mln dolarów. To o 20 proc. więcej niż przed rokiem.

Teraz nie ropa, ale gaz pozwalają sporo zarobić, stąd też coraz większe zainteresowanie tym właśnie surowcem. Do wzmożonych prac wydobywczych i poszukiwawczych przyczynił się także postęp technologiczny. Dziś już  potrafimy wydobyć węglowodory ze złóż, które jeszcze niedawno uznawano za niemożliwe do przemysłowego wykorzystania.

Mimo ciągłych poszukiwań nowych złóż to wciąż: Iran, Rosja i Katar dysponują prawie połową (48,3 proc.) potwierdzonych zasobów gazu w konwencjonalnych złożach. To daje im przewagę ekonomiczną. Inaczej rzecz ma się w przypadku oczekiwanych zasobów gazu łupkowego. Tutaj rządzą z kolei Chiny i Argentyna. Problem w tym, że jego wydobycie, nie licząc USA, jest odległą przyszłością.

Przy takim podziale zasobów największym obecnie producentem gazu ziemnego są Stany Zjednoczone. Na drugim miejscu jest Rosja, a kolejne miejsca zajmują Iran, Katar i Kanada. Dziesiątkę największych producentów uzupełniają: Norwegia Chiny, Arabia Saudyjska, Algieria i Indonezja.

Takie rozmieszczenie zasobów i producentów wpływa bezpośrednio na handel gazem i jego ceny. Najtańszy gaz jest oczywiście u głównych producentów. Efektem tego jest przede wszystkim szybki rozwój przemysłu chemicznego. W większości przypadków koszt gazu jest powiązany z jego transportem, sposobem oraz odległościami. Średnio w Unii Europejskiej 1000 m sześc. surowca kosztuje 370 dolarów. W Azji zaś nawet 700-800 dolarów.

To, co dzieje się na światowych rynkach gazu, bardzo pilnie śledzą władze Gazpromu, który jest największym producentem gazu na świecie i rocznie dostarcza do Europy około 160 mld m sześc. błękitnego paliwa. Nic dziwnego, ze dominacja na rynku gazu jest priorytetem Gazpromu, stąd też wykorzystywanie gazu do celów politycznych.

Próba zrewolucjonizowania rynku gazu ziemnego przez premiera Donalda Tuska, który wystąpił z pomysłem stworzenia wspólnego rynku gazu UE była dobra, ale niestety nierealna. Dla wielu firm ten pomysł byłby szkodliwy, a trudno sobie wyobrazić, by rządy państw zmuszały biznes do podejmowania niekorzystnych dla nich decyzji.

Ostatecznie komisarz UE ds. energetyki Günther Oettinger odrzucił projekt unii energetycznej. Komisarz zapowiedział, że nie zgodzi się na ustalenie jednej ceny za zakup gazu. W efekcie tych decyzji oraz sytuacji politycznej na wschodzie Europy nasi wschodni sąsiedzi nie otrzymują gazu z Rosji. To efekt braku porozumienia w sprawie cen surowca. Kijów logicznie nie chciał płacić za gaz więcej niż np. Serbia. Po pierwsze do złóż ma o ponad 1000 kilometrów bliżej niż Belgrad, a poza tym kupuje znacznie większe ilości gazu.

Na razie więc wszyscy wyczekują co dalej. Europejskie systemy przesyłowe gazu poddawane są tzw. stress-testom, które mają pokazać, co stanie się z systemem przesyłowym gazu, gdy rosyjski surowiec przestanie płynąć przez Ukrainę. Czy taki scenariusz jest możliwy ?

Z pewnością sytuację w Europie mogłaby poprawić zgoda amerykańskich władz na eksport gazu, ale na to trzeba jeszcze zaczekać.

 

wyborcza.pl

Porownywarka

Dodaj komentarz

Kliknij aby dodać komentarz